Tym razem się uda

-Bilet w jedną, czy w dwie strony?

„Cholera, jak ja nienawidzę takich pytań. Podobnie wytrącono mnie z równowagi u jubilera:

-Czy to pierścionek zaręczynowy?

Kiedy postanowiłem się oświadczyć, nikt o tym nie wiedział. Nosiłem się z tym zamiarem tygodniami. Niezwykle podobało mu się to uczucie, posiadanie takiej tajemnicy. To było coś naprawdę wielkiego, coś co nosiłem w sobie, w ukryciu przed całym światem. Pierwszą osobą, która miała się o tym dowiedzieć, była moja ukochana, moja przyszła narzeczona.

-Tak. – moje pierwsze oświadczyny przyjęła kobieta, która nie została moją narzeczoną.

Dlaczego jej to powiedziałem? Dlaczego po prostu nie skłamałem? Dlaczego tak łatwo dałem sobie wydrzeć tę tajemnicę, którą pielęgnowałem długimi tygodniami i która kwitła we mnie, niczym najpiękniejszy i najdelikatniejszy z kwiatów? Nie ma już nic niespodziewanego i romantycznego w oświadczynach, o których ktoś wie. Nie ma magii, a bez niej życie jest zwyczajne, szare i szybko się nudzi. Nie było mi już dane szukać z moją wybranką kwiatu paproci, lecz co najwyżej hodować róże – przewidywalne, archetypiczne, typowe i klasyczne. Tym razem jednak miało być inaczej.”

-W dwie.

„Na mojej twarzy zagościł uśmiech człowieka niezwykle dumnego ze swojej przebiegłości. Nawet nie musiałem kłamać. Po prostu kupiłem dodatkowy bilet. Nie muszę przecież go wykorzystać. A kasjer nie musi tego widzieć. Niewielka to cena za tajemnicę. Czym w końcu byłaby ucieczka, gdybym dał się na niej nakryć? Kiedy zamawiasz bilet w jedną stronę, wiadomo jest, że uciekasz. Nie istotny jest powód. Nie ważne czy jedziesz do nowej pracy, na studia czy do kochanki. Coś za sobą zostawiasz i już do tego nie wrócisz. A możesz. To czeka na ciebie. Zawsze czeka.

Jeśli więc jedziesz w jedną stronę – to uciekasz. Każdy podskórnie to czuje. Jest to zakodowane w naszej pradawnej, genetycznej mądrości. Nasz język określa to bezkompromisowo: zostawiamy za nami to co „stare”, a podążamy w kierunku „nowego”. Stare staje się przeszłością, wspomnieniem. A nowe to przyszłość. Moja przyszłość. Dlatego kupienie biletu w jedną stronę, jest równoznaczne z przyznaniem się do ucieczki. Nie da się jednak uciec, kiedy mówisz innym, że uciekasz. Wtedy zawsze mogą cię znaleźć. Odkryć. Zerwać twój magiczny kwiat.

Jeśli ta podróż ma się udać, to muszę udać się w nią sam. Tajemnica sprawi, że będzie magicznie piękna. I tym razem się uda.”

  • Dobrze sie Ciebie czyta🙂 jestem chyba jedną z nielicznych kobiet, które wolałaby wiedzie, że mężczyzna sie im oświadczy🙂nie wprost ale tak sie domyślać

    • Dzięki 🙂 Nie no, tak mi się wydaje, że kobiety się raczej domyślają, że ktoś im się oświadczy. W sensie, raczej nie podchodzi do Ciebie randomowy facet na ulicy i nie zaczyna Ci się oświadczać 😀 Tylko Twój partner, z którym jesteś już od dłuższego czasu. Są też kobiety, które po takich dłuższych związkach na kocią łapę, same zaczynają się domagać od mężczyzny oświadczyn. W ogóle oświadczyny to ciekawy temat. Może napiszę kiedyś, jak sam się oświadczałem.

  • Ależ to przebiegłe, żeby kupić bilet w dwie strony tylko po to, żeby zmylić kasjerkę 😀 Że też ja o tym nie pomyślałam 😉

    • Oh, wystarczy poćwiczyć. Kłamstewko tu, kłamstewko tam i nagle zjeżdżasz na kłamstewkowej zjeżdżalni, której nikt inny nie widzi, a ty bawisz się jak nigdy w życiu.

  • Czy zawsze bilet w jedną stronę jest ucieczką? A może czasem jest po prostu ruszeniem dalej? Zostawiamy za sobą to, co „stare” i idziemy do „nowego”, wcale nie uciekając od starego, a jedynie zostawiając je tam, gdzie jego miejsce. Jak piszesz, zawsze możemy wrócić. Nawet bez biletu w druga stronę. 🙂

    • Ciekawa uwaga. Uważam jednak, że zawsze ruszenie dalej, wiąże się z jakąś ucieczką przed tym co zostawiamy za sobą. Zawsze ktoś lub coś trzyma nas w konkretnym miejscu i bez ucieczki, nie możemy zostawić tego za nami, nie możemy zmienić tego w „stare”, nie możemy zacząć „nowego”. Co nie znaczy, że każda ucieczka jest zła czy dobra, są różne ucieczki. A każdy ucieka od czegoś innego.

      • „Ucieczka” jest dla mnie odrobinę przesiąknięta negatywnym nastawieniem. Od razu kojarzy mi się, jakby coś, od czego uciekamy było złe. Od dobrego nie uciekam w pierwszej myśli lecz odchodzę, porzucam, zostawiam i idę dalej. Jednak chyba masz rację – jest tam odrobina ucieczki, ale nie tej ku ratunkowi, ale ku dalszej części naszego życia.

  • Widzę, że trafiłam w ciekawe miejsce, intrygujące. Ja nie lubię tajemnic, pielęgnować ich, nosić w sobie.

    • Cieszę się, że ci się podoba 🙂 nie warto ze wszystkiego robić tajemnicy, wiele rzeczy najlepiej przeżywa się przez ich uzewnętrznianie i dzielenie się z innymi. Życzę ci jednak, żebyś znalazła kiedyś coś wartego zatrzymania tylko dla siebie.

  • tekstykultury.pl

    Masz bardzo przyjemny styl pisania, myślę, że będę zaglądać częściej 🙂

    A co do samej treści wpisu: często mam tak, że coś w sobie duszę, coś kryję, chcę komuś zrobić niespodziankę i płakać mi się chce jak niepostrzeżenie sama się wygadam albo ktoś jednak coś wywnioskuje. Małe kłamstewka czasami bywają przydatne!

    • Bardzo dziękuję za komentarz i zapraszam na bloga ponownie 😉 niektóre tajemnice dojrzewają jak wino, warto je trochę w sobie przetrzymać.

  • Ewa Kujawa-Szura

    ech faceci i ich wymyślone „niespodzianki” kobieta chce wiedzieć że to ten dzień, żeby wyglądać wtedy najpiękniej na świecie, a nie np. mieć niezrobione paznokcie (wiesz, jak będziesz wkładał pierścionek na jej rękę to musi być bardzo zadbana ręka) 🙂

    • Ugh, nie do końca jest to temat mojego opowiadania, ale postaram się odpowiedzieć na twój komentarz. W tekście nie chodzi o niespodziankę, bo to można osiągnąć niezwykle łatwo, kupując jakąś niespodziewaną pierdółkę, albo opuszczając w końcu tę deskę klozetową, kiedy nie robiło się tego od dwóch lat. Chodziło mi bardziej o tajemnicę, uczucie, które narasta w człowieku w jakichś niecodziennych okolicznościach. Czymś tak osobistym, że nie chce się tym dzielić z resztą świata, nawet poprzez półsłówka czy domysły. A co do samej twojej wypowiedzi, to też nie jestem przekonany, czy wypowiadasz się tutaj w imieniu wszystkich kobiet. Takie zaplanowane oświadczyny to tylko pusty gest. Nie podoba mi się myśl o tym, jak, nawet na najbardziej zadbanych dłoniach, pojawia się nieistotny frazes, już nie symbol miłości, ale wcześniej uzgodnionej wersji wydarzeń. W sumie jest to przeciwieństwo tego co opisałem w moim tekście, bo wtedy zamiast pilnie strzeżonej tajemnicy, mamy uczucia wystawione na pokaz, jeszcze być może (o zgrozo) w miejscu publicznym.

  • Przewrotnie i intrygująco 🙂 Będę do Ciebie wracać!

  • Można wyczuć rozgoryczenie głównego bohatera – dobrze napisane 🙂

  • Dominika Rygiel

    Nie do końca zgodzę się z faktem, iż bilet w jedną stronę jest formą ucieczki. Można przecież takowy bilet kupić mając pozamykane stare sprawy, poukładane „stare” życie.

    PS Dobry styl i nietuzinkowe spojrzenie na świat, to co lubię 🙂