O pierwszej podróży w czasie Polaka, Adamie Naruszewiczu i niekonwencjonalnych piorunochronach

Zanim przejdziemy do pierwszej podróży w czasie, odbytej przez Polaka w roku 3247, chciałbym nakreślić tło fabularne, które opiera się na sposobie neutralizowania energii, powstałej z uderzenia pioruna w budynek. Obecnie używamy nowoczesnych instalacji odgromowych, zwanych potocznie piorunochronami. Te jednak powstały dopiero w drugiej połowie XIX wieku i wywołały ogromną sensację. Pierwszy wymyślił je prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki – Benjamin Franklin. Czy wiesz jednak, jak radzono sobie z piorunami, zanim amerykański prezydent postanowił zainstalować pierwszy metalowy wynalazek na dachu swojego domu? Zjawisko wyładowań piorunowych było nieokiełznanym żywiołem. Dzisiaj bezpiecznie siedzimy w naszych domach, chroni przez piorunochrony i burza nie jest nam straszna. Wyobraź sobie jednak, jak czuł się człowiek na początku XIX wieku. Kiedy podczas wyjątkowo ulewnej i gromkiej burzy, w każdej chwili na jego dom, mógł spaść niezwykle potężny ładunek elektryczny, który w ułamku sekundy wyrywa dach, pali ściany i potężnie razi wszystkich domowników. Czy wiesz już skąd w człowieku naturalny strach przed burzą? Właśnie stąd biorą się dawne wpisy w pamiętnikach osób, które nie mogły zasnąć podczas burzy. Dziś patrzymy na nich z politowaniem, jak na słodkie dzieciaczki, które myślą, że spod łóżka wyjdzie potwór i pogryzie ich bose stópki. Nie. Tamtymi ludźmi targał potężny, autentyczny strach, przez który nie mogli zmrużyć oka i zapisując wspomnienia w pamiętniku, próbowali choć na chwilę oderwać swoje myśli od grozy towarzyszących im uczuć.

Nic więc dziwnego, że próbowali się przed tym chronić. Jedni pisali pamiętniki czy czytali książki, aby ich myśli uciekły od rozgrywającej się nad ich głowami, podniebnej tragedii. Inni wybierali jednak bardziej aktywną postawę i próbowali odpędzić burzę wraz z niszczycielskimi piorunami, daleko od swojego domostwa. No właśnie. Nie za bardzo wiedzieli jak takie potężne, elektryczne uderzenie wprost z nieba, można zneutralizować. Wpadli więc na pomysł, że łatwiej będzie do tego uderzenia nie dopuścić. Ludzie w dawnych czasach spędzali większość swego życia na łonie natury, obserwując zwyczaje dzikiej przyrody. Zauważyli więc, że aby odpędzić groźnego przeciwnika, trzeba pokazać, że jest się od niego jeszcze większym i głośniejszym. Ten wtedy nie będzie ryzykował ataku i pójdzie znaleźć sobie kogoś mniejszego. Jak jednak człowiek może wystraszyć burzę, która pojawia się nagle nad jego głową, strzela piorunami, błyszczy błyskawicami i roznosi gromkie echo piorunowych grzmotów? W chwili strategicznego natchnienia wpadli na pewien pomysł. Mianowicie, wymyślili, że jeśli wysłać jedną osobę, aby biegała wokół domu, krzycząc na burzę oraz uderzając drewnianą łyżką w garnek, to zjawisko atmosferyczne może nie tyle ulęknie się tego przedstawienia, co jednak rozważy wybranie jakiegoś bardziej biernego przeciwnika. Wszak po co burza, w swojej wielkiej sile i przemyślności, miałaby ryzykować atak na rozwrzeszczanego i tłukącego gary człowieka, kiedy może wybrać jakiś spokojny, stojący na odległym wzgórzu domek?

Właśnie w takich czasach wychowywał się Adam Naruszewicz, urodzony w 1733 roku na Pińsku. Choć jako kilkunastoletni chłopiec stracił rodziców, to dokonał wiele w swoim życiu. Nazywany jest ojcem polskiego klasycyzmu, a jeszcze za życia ochrzczono go „polskim Horacym” oraz spadkobiercą twórczości Jana Kochanowskiego. Studiował za granicą dzięki stypendium Michała Fryderyka Czartoryskiego, pełnił funkcję rektora Akademii Wileńskiej (tam gdzie nauki pobierał Mickiewicz), był redaktorem „Zabaw Przyjemnych i Pożytecznych” oraz bliskim współpracownikiem Stanisława Augusta Poniatowskiego. Jego trafne satyry jak „Wiek zepsuty” czy „Chudy literat”, do dzisiaj są wartymi uwagi dziełami, często czytanymi na lekcjach języka polskiego. Człowiek ten osiągnął tak wiele, mimo katuszy młodości jakie przeżywał, tracąc rodziców i wychowując się w czasach strachu przed gromowładnym niebem, przed wynalezieniem piorunochronów. Wydarzenia te mocno odbiły się na tym człowieku. Dzięki nim był tak twardy i dokonał tak wiele.

Piszę tak wiele o Adamie Naruszewiczu, ponieważ w 3247 roku, jego imiennik – inny Adam Naruszewicz – został pierwszym Polakiem, który dostąpił zaszczytu podróżowania w czasie. Adam Naruszewicz z przyszłości był wielkim miłośnikiem polskiej literatury, a przy tym śmieszkiem i kawalarzem orderu Andrzeja Dudy. Podróż w czasie to oczywiście sprawa niezwykle poważna, trzeba pamiętać podczas niej o masie zasad, aby przypadkiem nie zmienić biegu historii. Ludzie w 3247 roku mieli jednak specyficzne poczucie humoru i lubili cofać się w czasie, aby poobserwować jakaś sławną osobę i spłatać jej małego psikusa. Mogę w tym miejscu wspomnieć o Niemcu, który kilka lat wcześniej przeniósł się do roku 1943, tylko po to by schować Hitlerowi grzebień do wąsów i obserwować jego wściekłą bieganinę po pokojach, w poszukiwaniu tak ważnego przedmiotu, do codziennej pielęgnacji zarostu.

W roku 3247 przyszedł jednak czas na pierwszego Polaka – Adama Naruszewicza. Niewiele myśląc, postanowił cofnąć się do roku 1741 i odwiedzić małego Adasie w Pińsku. Zobaczyć jak ten wielki mąż stanu wyglądał jako ośmioletni chłopiec, w szczęśliwych i nieświadomych nieszczęść oraz obowiązków, czasach niewinnej młodości.Wszedł więc w ubraniach pasujących do epoki (miał bufiastą koszulę, bufiastą marynarkę, bufiaste spodnie i bufiastą perukę) do CzasoCofacza (zaprawdę kiepskich mają copywriterów w przyszłości, żeby taka nazwa reprezentowała urządzenie do podróży w czasie…), pociągnął wajchę (myślę, że wajchę i coś tam jeszcze kliknął, niestety słabo znam się na zaawansowanej technologii z przyszłości) i przeniósł się w czasie do ciepłej, sierpniowej nocy w roku 1741.

Ciekawi Cię może, dlaczego do podróży w czasie wybrano Adama Naruszewicza, który był miłośnikiem literatury? Podróżnicy w czasie, musieli później składać bardzo dokładne raporty ze swoich podróży. Często z kilkunastu minut czy paru godzin spędzonych w przeszłości, powstawała książką, która od razu stawała się bestsellerem. Wszystkie te książki były później ekranizowane. Podróż w czasie finansował więc biznes rozrywkowy. Dlatego na podróżników, wybierano nie naukowców, fizyków czy astronomów, ale pisarzy. Adam Naruszewicz z przyszłości godnie reprezentował swoje imię i można byłoby nazwać go spadkobiercą literackiego talentu swego oświeceniowego imiennika. Aby nie skoślawić więc zdarzeń, które rozegrały się tej sierpniowej nocy 1741 roku, przytoczę tutaj raport samego Adama Naruszewicza (z przyszłości):

21 sierpnia 1741 roku

Jak doskonale wiecie, podróż w czasie jest od kilku lat możliwa i udało się nam ją opanować prawie do perfekcji. Tajemnicą i problemem nie do przekroczenia na razie, zostaje sprawa określenia godziny, w której pojawimy się w przeszłości. Bez problemu określamy datę (rok, miesiąc, dzień) i miejsce (z kilkoma centymetrami błędu statystycznego). Nie możemy jednak wybrać godziny. Dziwnym zbiegiem okoliczności pojawiłem się więc w rodzinnym domu mojego imiennika, na parę minut przed wybiciem północy. Pomieszczenie w którym wylądowałem było dość przestronne, nie mogłem jednak tego dokładnie określić, ponieważ panował tam nieprzenikniony mrok. Nie mogąc rozświetlić sobie drogi, ponieważ jaskrawym światłem mógłbym obudzić domowników, postanowiłem skoncentrować się na moim zmyśle słuchu. Z każdą sekundą słuch mój wyostrzał się i mogłem dzięki niemu, odtworzyć wiele szczegółów z tej nocy. Pierwsze co usłyszałem to łoskot szalonego, mocno zacinającego o cały budynek deszczu. Duże i obfite krople rozbijały się o ściany i oka z ogromną prędkością i pod dużym kątem. Kilka chwil później, na ułamek sekundy, wnętrze pokoju zostało rozświetlone niespodziewanym błyskiem. Niestety niewiele udało mi się dostrzec, ponieważ był to ogromny szok dla moich oczu, a ja sam koncentrowałem się na słuchu. Kiedy parę sekund później usłyszałem potężny grzmot, jakby ktoś uderzał o siebie stutonowymi głazami wprost nad moją głowa, zrozumiałem, że znajduję się w środku szalejącej burzy, w sierpniową noc 1741 roku, kiedy jeszcze nawet w umyśle Benjamina Franklina nie pojawiła się myśl o stworzeniu piorunochronu. Wiedziałem, że jestem w niebezpieczeństwie i muszę się stąd szybko wynosić. Ogromne rozczarowanie spadło przytłaczającym ciężarem na moje barki i serce. Wiedziałem, że nie ma odwrotu. Drugiej szansy już nie dostanę. Cała moja podróż w czasie miała skończyć się po paru minutach. Procedury były jednak nieubłagane. W razie jakiegokolwiek zagrożenia życia – musiałem jak najszybciej powrócić do teraźniejszości.

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie i przerażenie, kiedy wraz z tą myślą, zegar zaczął wybijać północ. Choć nie jestem człowiekiem przesądnym, zdałem sobie sprawę z tego, że ilość zbiegów okoliczności i dziwnych wydarzeń, tej sierpniowej nocy roku 1741, jest już zbyt przytłaczająca. Rozpocząłem procedurę powrotu do teraźniejszości, wsłuchując się moim wyostrzonym słuchem w krople deszczu rozbijające się o okna budynku, świst szalonego wiatru uderzającego o ściany, kolejne, przeciągłe i głuche uderzenia zegara i… jeszcze coś. Jakby przytłumiony krzyk, wyrywający się z wojowniczego, dziecięcego gardła oraz miarowe, brzęczące uderzenia. Nie byłem dokładnie w stanie stwierdzić skąd dochodzą. Wciąż pojawiały się w innym miejscu. Ewidentnie jednak pochodziły z zewnątrz.

Zostało mi jeszcze kilka sekund w 1741 roku, podczas ulewnej nocy 21 sierpnia. Palony nabrzmiałą do niewysłowienia ciekawością, zrobiłem kilka uważnych i niepewnych kroków w stronę najbliższego okna, mając nadzieję, że w tych ostatnich sekundach, uda mi się zlokalizować źródło tych dziwnych dźwięków. Wtem znów ciemność rozproszył blask błyskawicy i w białym świetle, dostrzegłem za oknem małego, przemokniętego do suchej nitki chłopca, który gnał z zapalczywością rycerza przepuszczającego atak na smoka, przez największą ulewną burzę, jaką w życiu widziałem. W rękach dzierżył łyżkę, którą szybko i mocno uderzał o metalowy garnek. Z jego gardła zaś dobywał się potworny, przeraźliwy, wojenny okrzyk. Wtedy na chwilę spotkał się nasz wzrok. Nie mogłem wyjść z podziwu dla odwagi i energii, z jaką chłopiec wykonywał swoje zdanie. Niesiony wciąż narastającą ciekawością, złamałem zasady podróżników w czasie i wykrzyknąłem, w nadziei na uzyskanie choć szczątkowej odpowiedzi:

-Chłopcze! Co ty do licha robisz?

-Jak to co?! – odparł z dezaprobatą i dziką wściekłością chłopiec – Pioruny, kurwa, odganiam.

W tym momencie zniknąłem z przeszłości i pojawiłem się znów w roku 3247. Kiedy opowiadałem co mi się przydarzyło, uświadomiłem sobie, że przez chwilę, widziałem ośmioletniego Adama Naruszewicza, który biegał wokół swego rodzinnego domu, odganiając pioruny za pomocą wrzasku i huku naczyń. Musze przyznać, że w tym młodym, dzielnym człowieku, widać było przyszłego wielkiego męża stanu, który ostrym i pięknym językiem, opisywał znaną mu rzeczywistość. Nie dziwi mnie też już pompatyczność, z jaką napisał poemat „Na piorunochron umieszczony na Zamku Warszawskim”. Kiedy w 1783 roku Adam Naruszewicz obserwował ten cud techniki i siadał do pisania poematu na ten temat, musiał wspominać te burzliwą noc 21 sierpnia 1741 roku, kiedy oko w oko stawał do walki z piorunami. Z rozedrganego wspomnieniami o dzikim wrzasku młodzieńczego serca, wypłynęły te słowa wielkiego poety:

„Gdy się wichry zawezmą i srogie łoskoty,
Rażąc poziome twory ognistymi groty,
Gmach ten nowotną sztuką bojaźni pozbawił,
Powietrznego ku straży przewodnika stawił.
Tak mówiąc, Wieczny Twórco, którego rozkazem
I niebo się, i ziemia niskim ściele płazem,
I morze rozigrane, a groźnym skinieniem
Pierzcha wszelka przeciwność przed ludzkim plemieniem,
Osłoń twym nieprzebitym puklerzem te domy
I ojczyznę, troiste uchylając gromy.”

  • Interesujące 🙂 Podróże w czasie to bardzo ciekawy motyw 🙂

    • A dziękuje, znam pare osób, które podróżowały nie tylko przez przestrzeń, więc może jeszcze je wypytam i coś ciekawego w tym temacie napiszę.

  • To nawiązanie do współczesnej polityki trochę odstrasza, ale całość bardzo ciekawa. Interesujący pomysł na przywołanie mało znanej postaci.

    • Ja tutaj Dudy w żadnym wypadku nie przywołuje w znaczenie politycznym, niechciałbym brukać polityką czegoś co ma być zabawne (chociaż Andrzejowi Mleczce się to udaje), ale jako mem, który funkcjonuje w naszej pięknej, internetowej kulturze i przedstawia Pana Prezydenta jako typowego śmieszka.

  • Sonia Dynarska

    Niezwykłe. Bardzo lubię twórczość Naruszewicza, ale o podróżowaniu do przyszłości nigdy nie słyszałam. Fajnie było się natknąć na taki tekst! <3

  • Podoba mi się ! Wątek z piorunami i podróżami w czasie, niespotykane i intrygujące połączenie 🙂

  • Bardzo fajny koncept 🙂 Sam piorun też ma pewną metaforę, dodajmy podróż w czasie i wychodzi całkiem udane zarówno, zjawiskowo jaki metaforycznie połączenie, wszystko trzyma się całości a opis szczegółu sytuacji dodaje trochę „smaku” 🙂

  • Laura

    Bardzo fajnie czytało się tekst o podróżach w czasie z rana 🙂 Jest świetny. Życzę powodzenia i dalszych sukcesów 😉

  • Bardzo wciągająca ta historia 🙂 Przyjemnie się czytało 🙂 Czekam na więcej!