Karpow kontra Kasparow

Myślał o swoim ciele jak o pionku, wykonującym jego rozkazy. Je można posłać na stracenie, dlatego fale obezwładniającego gorąca, które rozchodziły się po jego wnętrznościach i zimny, słony pot, który spływał mu zwalistymi kroplami do oczu i drażnił jego nabiegłe krwią spojówki, nie robił na nim dużego wrażenia. W końcu już w pierwszej rundzie posłała Kasparowowi upiornych laufrów z nowinami o jego rychłej porażce i nadgryzał jego pewność siebie szybkimi razami bestialskich skoczków. Cztery szybkie szachy i kompletna dominacja doświadczonego Rosjanina i wielkiego miłośnika marksizmu, nad młodziutkim Ormianinem Żydowskiego pochodzenia sprawiała, że tłumy zgromadzone na Mistrzostwach Szachowych w ZSRR w 1982 roku szalały, napędzane nienawiścią i politycznym podnieceniem. Historia zimnej wojna parła do przodu z ogromną siłą dzięki takim dzikim zrywom szalonych serc. Kasparow był wytworem tych bitew rozgrywanych na każdym kroku. Dlatego stanął do najtrudniejszych intelektualnych zawodów świata w wieku 20 lat, co najmniej 10 lat wcześniej niż większość największych szachistów. Dlatego pamiętał jeszcze 13-letniego chłopca wygrywającego swoje pierwsze zawody, pamiętał 4-letniego chłopca rozwiązującego zagadki szachowe. Namnożyło się w nim tych szachowych bytów. I dlatego mógł wbić swój przenikliwy wzrok tysiąca istnień, prosta w pulsujące pogardą oczy Karpowa i wykonać kolejny ruch…

To już nie była zwykła partia szachów. Spodziewano się wygranej Karpowa w 18 rundach. W trzydziestej, wytężając resztki sił, bezwładnymi palcami przesuwał pionki ku kolejnej wygranej. Mistrzowskie opanowanie, doświadczenia i wielka siła dały znać o sobie raz jeszcze – 30 runda dla Karpowa. 5 do 0. Ostatnia zwycięska partia dzieliła go od tytułu mistrza. Nie to było jednak najważniejsze. Musiał walczyć o swoje terytorium. Nie mógł dopuścić tego młodzieniaszka do wygranej, jeszcze nie teraz. Straciłby nie tylko pozycję szachowego mistrza, ale rzucił cień na potęgę ZSRR. To nie był jeszcze czas, jeszcze za wcześnie. To nie była zwykła partia szachów.

Musiał odpocząć. Remisować by odpocząć. A później zaatakować raz jeszcze. Znaleźć w sobie siłę berserkera i wydać ostatni, barbarzyński okrzyk zwycięstwa. Tylko to mogło go uratować. Remisował. Każdy remis jednak zamiast przynosić upragniony odpoczynek, odrobinę regeneracji nadwątlonych sił – był coraz trudniejszy, coraz bardziej wymagający. Kasparow atakował zaciekle. Zdawał się nie stracić ani kropli potu od początku spotkania, kiedy z Karpowa odpływała ostatnia kropla krwi. Czuł na sobie coraz więcej spojrzeń. Setki, tysiące, miliony ciężkich jak stal spojrzeń na jego dłoń, pewnie przesuwająca szachowe figury. Najcięższy jednak był wzrok Kasparowa, który zwiększał swoją siłę z każdą sekundą.

Szach…i…mat. 5 – 1. Karpow przegrał pierwszą rundę. O krok od zwycięstwa dostał pierwszy policzek. Ryk na trybunach był ogłuszający, ludzie przed radioodbiornikami wyli z wściekłości lub radości, emocje burzyły się wśród widzów telewizyjnych. Wszystkie te miliony sygnałów odbierał Karpow, wszystkie uderzały w jego mózg i wirowały w nim, sprawiając mu potężny ból, przechodzący przez nerwy w całym ciele i trafiającym aż do dłoni, by wytrącić mu pionki ze znużonych grą palców. Zanim się obejrzał nadstawił drugi policzek i wynik zmienił się na 5 – 2.

Kasparow zdawał się czerpać moc z odbierania tych sygnałów, każde jego genialne i potężne wcielenie rosło w niedźwiedzim tempie. Karpow natomiast malał w oczach, bladł, słaniał się na krześle, zalewał potem i trzęsły mu się ręce, którymi ledwo był w stanie poruszać. Kilkoma pewnymi ruchami Kasparow zbliżał się do kolejnego zwycięstwa. Sygnały odbierane były jednak nie tylko przez graczy, ale także przez agentów KGB znajdujących się na sali. Powoli, lecz z pełną precyzją chirurgicznego cięcia, rozchodził się rządowy szept, który miał uratować państwo przed zagładą. Z ust do ust, z ucha do ucha, kolejna dłoń opadała na ramię następnego agenta. Tak wieść dotarła do Florencio Campopanesa – doświadczonego filipińskiego szachisty i prezydenta Międzynarodowej Federacji Szachowej. Filipiny nie mogły pozwolić sobie na porażkę ZSRR, bo byłaby to jeszcze większa przegrana Filipin. Każdy gracz sceny politycznej widział czarno na białym co się właśnie wydarzyło. Do partii dołączył się kolejny gracz i był zdeterminowany, aby ustawić pionki tak, by odnieść swoje zwycięstwo, a przynajmniej odżegnać w ten sposób przegraną.

Gdy padł kolejny szach i wynik zmienił się na 5 – 3, Karpow wyglądał już jak trup. Bladymi, trzęsącymi się dłońmi, powolnie ustawiał jednak pionki na szachownicy, gotowe na kolejne starcie. Kasparow uśmiechał się pod nosem, pełen wiary w nadchodzące zwycięstwo. Uśmiech jednak szybko zszedł mu z twarzy – zauważył niską, energiczną postać, przedzierającą się do stołu. Campopanesa podszedł do nich. Z obrzydzeniem spojrzał na Kasparowa i szybko odwrócił się do Karpowa. Nastąpiła między nimi krótka wymiana zdań. Filipińczyk ściągnął Rosjanina z krzesła i trzymając pod ramię słaniającego się na nogach mistrza szachowego, zaprowadził go do lekarza.

Mecz zakończył się, lekarz przerwał rozgrywkę, ze względu na fatalny stan zdrowia Karpowa. Kasparow uderzył pięścią w stół. ZSRR przetrwało. Pionki jednak spadły już na podłogę.

  • Genialne i emocjonujące. Masz lekkość pisania, która zachęca to śledzenia wzrokiem kolejnego zdania.
    Historie akurat jakiś czas temu oglądałem na jednym z naukowych kanałów i miło mi było przeżyć jeszcze raz te emocje:)
    Pozdrawiam

  • Widząc jak syn grywa w szachy to nawet największe bitwy świata bywały mniej emocjonujące.

  • Hanna Pietrzak-Trzcińska

    Z dzieciństwa pamiętam tylko ich nazwiska. A ty im właśnie nadałeś w mej głowie bardzo wyraźne oblicza. Interesujące.