Będę wielkim pisarzem

 

Zawsze wierzyłem w moc artefaktów. Jako dziecko przesiąknięty byłem Biblią, Mitologią Grecką oraz fantastyką, a wszędzie tam artefakty odgrywały niesamowitą rolę. Te potężne, magiczne przedmioty, pozwalały zwykłemu śmiertelnikowi stać się niepokonanym i stawić czoła wszelkim przeciwnościom. Artefaktów nie dostawał też byle kto, ale człowiek o szlachetnym sercu, który dzięki artefaktowi, mógł uwolnić swój ukryty potencjał i czynić dobro. Artefakty w końcu jak wielkiej mocy by nie miały, działają przez człowieka – i musi być to człowiek godny wykorzystywania ich potęgi. Ktoś kto się nie złamie, nie sprzymierzy ze złem, nie będzie wykorzystywał swej nowej mocy do załatwiania swoich spraw, ale z całych sił będzie walczył ze złem. Idealnie więc wpisuję się w charakterystykę posiadacza artefaktu.

I bynajmniej nie mówię tu o jakimś Excaliburze. Nie mam ciągot ani do wymachiwania mieczem (te zdolność faktycznie mógłbym wykorzystać w złej wierzę i ściąć głowy paru irytujących mnie osób), ani do władania Anglią. Choć świetnie pokazuje to, jak wiele taki artefakt jest w stanie zdziałać. Dostajesz miecz od jakieś panienki z jeziora i instant stajesz się królem jednego z największych mocarstw na świecie, oraz jesteś w stanie wygrać każdą bitwę. Kiepsko? A pomyślcie o takim Rogu Obfitości, czyli ułamanym i pobłogosławionym przez Zeusa, rogu kozy Amaltei. Róg taki napełnia się wszystkim, czego zapragnął jego właściciel. Infinity wódka, kiełba i świerzaki for ever. A taki Jedyny Pierścień z Władcy Pierścieni? Od niego zależały losy kanonicznej książki fantasy, Tiara Przydziału, która połączyła losy Herrego, Rona i Hermiony? To wszystko artefakty! A ja posiadam najlepszy z nich:

Jest to „Maszyna Pisząca Nieznanego Poety”. Ten potężny artefakt sprawia, że każdy napisany na nim tekst, jest doskonały. Każde słowo jest celowe, idealnie dobrane, zaskakująco trafne i otwarte na pełnie możliwości interpretacyjnych, jednocześnie poruszające i wywołujące gamę najskrytszych, najpiękniejszych i najszlachetniejszych uczuć z głębi duszy i serca. To właśnie dlatego tak podobają Ci się i wciągają Cię moje teksty – ponieważ pisane są przy pomoce tego potężnego artefaktu. Jako pisarz oczywiście nie mogłem lepiej trafić, Maszyna Pisząca Nieznanego Poety niezwykle ułatwia mi pracę, pozwala w pełni wyrazić to co chcę. Dlatego też poświęciłem wiele czasu i pieniędzy, przeszukałem kilka archiwów i biur, zaczerpnąłem wiedzy od paru nietuzinkowych osób, a także popełniłem kilka mniej lub  bardziej poważnych przestępstw i wykroczeń, aby zdobyć informację o tym artefakcie, a następnie go zdobyć. To jak trafił w moje ręce, niech pozostanie tajemnicą (nie chcę ułatwiać pracy organom śledczym), mogę jednak napisać parę słów o samym artefakcie.

Maszyna pochodzi z romantycznego przełomu lat 70 i 80, kiedy w Polsce PRL wciąż pięknie hulał, Polacy byli zaangażowani w zwalczanie komuny, a komputery osobiste były niezwykle drogim, nieporęcznym i skażonym zachodem produktem, który miał pozostać w sferze marzeń przedsiębiorców, jeszcze przez najbliższe kilka lat. Wtedy to właśnie masowo produkowane tego typu maszyny do pisania, które były podstawowym narzędziem w praktycznie każdym biurze. Istnieli też ludzie, którzy specjalizowali się w szybkim pisaniu na maszynach, na ogół były to kobiety – maszynistki. Wracając do samych maszyn jednak – taką jak na zdjęciu, można było spotkać prawie wszędzie. Pochodziła z masowej produkcji, była brzydka, surowa i głośna, jednak tania, sprawna, niezawodna i wytrzymała. Właśnie sześć takich maszyn zamówiono do jednej z niewielkich, krakowskich drukarni. Jak wynika z pewnych doniesień oraz faktury, którą udało mi się zobaczyć na własne oczy, w dostawie wystąpił błąd i dostarczono jedną, dodatkową maszynę. Kierownik postanowił schować ją do szuflady, aby była po prostu na wszelki wypadek – czy to, jeśli potrzebna byłaby dodatkowa osoba w biurze, lub jedna z maszyn się popsuła.

Drukarnia jednak, choć radziła sobie w miarę dobrze, to jednak nie wystarczająco, aby móc się rozwijać i powiększać. Ilość zleceń wciąż była stała, życie toczyło się tam spokojnym, ustalonym torem. Przez wiele lat żadna z maszyn nie ucierpiała i nie było potrzeby zatrudniać nowego pracownika. I przez te wszystkie lata nadliczbowa maszyna leżała w szufladzie wielkiej komody i nikt nie zaprzątał nią sobie głowy. A tak to przynajmniej wyglądało.

Po dogłębnych badaniach, udało mi się ustalić, iż kierownik tejże drukarni, był poetom wybitnym, choć mało popularnym, zdecydowanie niszowym. Być może nie dotarłem do wszystkich jego wierszy, tym bardziej, że często pisał pod pseudonimami i nie obnosił się ze swoją twórczością – znany był jedynie w paru małych grupkach poetyckich na terenie Krakowa. Jego pojedyncze wiersze znaleźć można rozsiane w wielu czasopismach literackich tamtych czasów, jak i w nielegalnych, podziemnych drukach. Zdobyłem informacje o jego dwóch, w ten sposób wydanych, tomikach poetyckich – nie udało mi się jednak do nich dotrzeć.

Co nieco o Kierowniku udało mi się jednak dowiedzieć od krakowskich lumpów, którzy Kierownika oczywiście kojarzyli. Był częstym bywalcem tanich barów, a i kieliszkiem pod chmurką nie pogardził. Zawsze upijał się w sztos, choć różnie się to kończyło: albo łapał fazę autodestrukcyjną, potrafił zalewać się do nieprzytomności, zasypiać na chodniku czy brać udział w barowych bójkach, lub całkowicie odmiennie, twórczo – wtedy rozprawiał na temat filozofii, religii i miłości, recytował wiersze lub pisał je na serwetkach i rozdawał znajomym.

Podczas jednej ze swoich alkoholowych eskapad poznał JĄ. Beatrycze, Julia, Małgorzata – oczarowała go i opętała miłością już od momentu, gdy pierwszy raz ją spostrzegł. Można rzecz, że od razu wpadli sobie w ramiona. Ich związek był tak piękny, intensywny i przepełniony czystą miłością, jak żaden inny dotąd na ziemi. Tak, jest to historia miłosna. I jak każda historia potężnej miłości, jest też historią smutną. Kobieta oszalała z miłości. Nie była wstanie znieść potęgi tych uczuć, które wytworzyły się między nią a Kierownikiem. Została zamknięta w Szpitalu Psychiatrycznym. Osamotniona w małym pokoju, z dala od Kierownika, codziennie poddająca się terapii i przyjmująca garści leków, mogła jakoś poradzić sobie ze swoimi uczuciami.

Kierownik pozostawał jednak na zewnątrz. Nie mogę napisać tutaj, że „na wolności”, gdyż sam także wytworzył sobie więzienie, którego nigdy nie opuszczał. Nie mogąc już wrócić do świata żywych, do ludzi, do barów, do picia, do nowych kobiet, postanowił pozostać na zawsze w drukarni. Tam pracował po 14 godzin na dobę, a gdy wszyscy opuszczali zakład, lub przynajmniej biuro, wchodził tam, wyciągał z szuflady nadliczbową maszynę do pisania i pisał na niej najpiękniejsze wiersze miłosne, jakie kiedykolwiek powstały. Tak każdej nocy przez maszynę tę przechodziły cudowne słowa, które wyły wyrazem niezrównanej miłości i ogromnego cierpienia. Udało mi się dojść do nekrologów Kierownika i jego ukochanej. Okazało się, iż zmarli tego samego dnia.

Sztywne i zimne ciało Kierownika znaleziono w biurze, jeszcze pogrążone w czarnym, skórzanym fotelu i z palcami usuwającymi się z klawiszy maszyny. Pisząc, wydał ostatnie tchnienie, w którym zawierała się jego dusza. A ta wpadła wprost do maszyny, jedynej powierniczki jego uczuć, jedynej, która umiała zrozumieć cierpienia wielkiego poety. Od tej chwili maszyna stała się artefaktem zwanym Maszyną Piszącą Nieznanego Poety. Kiedy na niej piszę, słyszę nie tylko stukot klawiszy, ale także cichy głos, jakby ktoś cichutko, zza światów, szeptał mi do ucha. Są to słowa genialne, idealnie pasujące do sytuacji, w pełni oddające prawdę i wszelkie uczucia, które pragnę przekazać. Dzięki temu wiem, że będę wielkim pisarzem. Każdy, kto posługuje się artefaktem, musi liczyć się z wielkością i sławą swoich czynów. Mnie wielkim i sławnym uczynią teksty, które piszę z pomocą artefaktu.

Ten tekst dobiega już końca. Poznałeś prawdę o moim talencie literackim. Wypiję teraz kawę, wypalę papierosa i zacznę pisać kolejny, cudowny tekst. Nie mogę przestać pisać. Kiedy nie słyszę szeptu pięknych słów, życie blednie i powszednieje potwornie. Tylko ja mogę te piękne słowa słyszeć i przekazać Ci je, aby i Twoje życie nie było smutne i pogrążone w białej mgle. Do zobaczenia więc, w kolejnych słowach.

  • Hanna Pietrzak-Trzcińska

    A ja zawsze myślałam, że Prawdziwą Poezję pisze się tylko gęsim piórem. To już wiem, czemu moje teksty są tak kiepskie 🙂

  • Oh dobre! Trochę zazdroszczę takiego artefaktu 🙂

  • Maszyna do pisania. Pisało się nieźle, tylko to poprawianie błędów 🙂

  • Klaudia Kałążna

    Pamiętam jak pisałam na maszynie mojej mamy pracę konkursową na temat Korczaka…To były czasy! Do dzisiaj pamiętam tę mozolną pracę – powstała mini – książeczka, a konkurs wygrałam… swoją drogą ciekawe, gdzie ta maszyna się teraz podziewa…

  • Świetnie piszesz. Coś niesamowitego, że chciałeś poznać właściciela maszyny. Kiedy poznajemy historię przedmiotów, bardziej się z nimi wiążemy i wtedy stają się one Artefaktami. Super mieć coś takiego, co daje siłę do działania i inspirację